czwartek, 17 maja 2012

Złodziej cz. 2

Mój oddech był szybki i nierówny. Osunęłam się bezwładnie na podłogę, co razem ze mną uczynił Glave. Nadal nie wiem, co chciał, żebym zrobiła ze skrępowanym mężczyzną. Czy schwytał go specjalnie dla mnie? Czy od początku chciał, żebym go zabiła? Wiele pytań przewijało się w mojej głowie, jednak na żadne nie potrafiłam odpowiedzieć. Powoli opuściłam głowę, uświadamiając sobie, co zrobiłam. Nie dość, że zabiłam bezbronnego człowieka, to potraktowałam go w sposób godny zwierzęcia.

"Glave, co ja mam robić?"- zapytałam się w myślach. Kiedy miałam zamiar unieść rękę, aby zadać to pytanie chłopakowi, ten gwałtownie się poruszył, po czym wstał.

- Mayumi, musimy stąd iść- powiedział niespokojnie. Szybko powstałam i na miękkich kolanach ruszyłam za moim towarzyszem. Ten zatrzymał się nagle w przejściu i usłyszałam, jak zwrócił się do mnie, zapewne przodem.

- Załóż to na siebie- podał mi coś, co w dotyku przypominało jego okrycie. Posłusznie założyłam o wiele za duży płaszcz, który zasłonił całe moje ciało pokryte zaschniętą już cieczą. Nagle poczułam, że chłopak zakłada mi coś na twarz. Była to jego metalowa maska. Kiedy mieliśmy ponownie ruszyć, złapałam kurczowo mojego towarzysza, wyciągając jednocześnie dłoń, aby znowu "przyjrzeć się" jego twarzy. Z cichym westchnięciem Glave schylił się i pozwolił mi się dotykać. Wiedziałam, że mu się śpieszy, głównie to przeze mnie, jednak chciałam po raz kolejny doświadczyć tego uczucia, które występowało jedynie wtedy, kiedy gładziłam jego czoło, czy dotykałam ust. Nagle w całym pomieszczeniu rozległo się potężne pukanie do drzwi. Gwałtownie opuściłam ręce i stanęłam nieruchomo, wpatrując się w miejsce, z którego dochodziło łomotanie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz strachu. Popełniłam niewybaczalną zbrodnię i muszę za nią zapłacić, jednak boję się. Przez mój czyn, Glave zostanie potraktowany tak jak ja- uznany za mojego wspólnika. Nie chciałam, aby mój wybawiciel został nazywany przestępcą. Strach, że mnie znienawidzi unieruchomił moje ciało.

Po chwili znalazłam się w ramionach Glave'a. Podbiegł szybko do okna, po czym wybił je kopnięciem w chwili, gdy drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem, a do środka wbiegło parę osób.

-Tozoku! Jesteś zatrzymany!- wykrzyknął męski głos. Tozoku... Skądś kojarzę to imię. Chłopak błyskawicznie wyskoczył przez okno, unikając przy tym strzałów z pistoletów. Wtuliłam się w jego ciało. Jego serce biło szybko i głośno. Wiedziałam, że stanowię dla niego jedynie ciężar, jednak nie mogłam mu teraz "powiedzieć", żeby mnie zostawił. Parę minut później siedzieliśmy ukryci w cichym zaułku, w którym nie znaleźli nas policjanci.

-Glave, możemy iść do mnie- "powiedziałam".

-Dobrze- odpowiedział mi chłopak i ponownie wziął mnie na ręce. Pewnie chciał, żeby było szybciej...

Po upływie kolejnych kilkudziesięciu minut siedzieliśmy w moim pokoju. Glave pomógł mi się opłukać z krwi, a teraz siedzieliśmy razem na łóżku. On spokojnie czesał moje włosy. Pamiętam, że były one jasne i proste. Ja siedziałam cicho, zbierając się na wyznanie, które mogło zniszczyć więź, o którą tak bardzo się troszczyłam.

-Tozoku... To ty jesteś tym przestępcą, tak?

*

-Naprawdę sądzisz, że to mogę być ja? - szepnąłem jej do ucha. - W takim razie...

Wyplątałem palce z jej miękkich włosów i bez ostrzeżenia wbiłem paznokcie jednej ręki w szyję dziewczyny. Drugą złapałem ją za podbródek i przechyliłem jej głowę w swojej stronę.

-Więc może powinniśmy sprawdzić, czy to prawda? - Spojrzałem na nią zimno, wszystkie słowa wypowiedziałem na jednym wydechu.

Czy to miało jednak w ogóle jakieś znaczenie? Przymknęła powieki, w zasadzie tylko z powodu odruchu. Złapałem silniej, jej oddech stał się płytszy. Nagle moja ręka niespodziewanie zadrżała, a cały ból Mayumi rozpłynął się.

-Widzisz, nie jestem mordercą. Trochę szkoda, co?

Podniosłem się z łóżka i sięgnąłem do szafki po szkarłatną szkatułkę z ozdobnikami do włosów. Wykonana z drewna, miała na sobie kilka ciemniejszych motyli wykonanych ręcznie za pomocą pędzla. Malowaliśmy je wspólnie, trzymałem wtedy jej rękę, prowadząc ją z lekka.

-Ale... Jestem przestępcą, Mayu -  mówiąc to, odwróciłem się.

Podszedłem do niej i usiadłem po turecku naprzeciw niej. Odgarnąłem kilka niesfornych kosmyków z jej czoła, by następnie wpiąć trzy pierwsze, niebieskie wsuwki.

-Ufasz mi dalej? - mruknąłem.

Rozchyliła usta, przez chwilę wydawało się, że naprawdę chciała przemówić. Po sekundzie przygryzła jednak wargę, marszcząc przy tym brwi.

-Ufam ci, jesteś tym, który mnie zbawił. - słowa powoli uformowały się ze znaków.

-Jesteś taka głupiutka - uśmiechnąłem się lekko.

Gdy już ostatnie blond kosmyki uformowały się w kłosa, dodałem, w sumie, tylko dla siebie:

- Chciałbym móc usłyszeć to od ciebie zawsze. A teraz, słodkich snów.

*

Kolejny dzień spędziłam w szkole. Informacja o tym, że Glave był przestępcą nie zmieniła mojego podejścia do niego. Nadal uważałam go za mojego wybawiciela, osobę bez której nie mogę żyć. Jego twarz ciągle wywoływała u mnie dreszcze, a serce zaczynało wtedy bić szybciej. Chciałam po prostu móc trwać przy jego boku, nic poza tym. Kiedy zadzwonił ostatni dzwonek, jak co dzień wybiegłam, aby jak najszybciej móc znowu go dotknąć. Wybiegłam na dziedziniec i zaczęłam czekać. Oczekiwałam, że jak zwykle pojawi się znikąd i ponownie opisze mi świat. Nienawidziłam słuchać o tym, czego nie mogłam zobaczyć, jednak kochałam słuchać jego spokojnego głosu.

-Mayumi Fukuda?- damski, nieznany mi głos. Obróciłam się w jego stronę, przytakując.

-Mam dla ciebie, wydaje mi się, że cenne, informacje- kobieta była bardzo miła. Mogłam poczuć zapach jej różanych perfum ,które unosiły się wokół.

-O co chodzi?- "zapytałam".

-Nie wiem, czy wiesz, ale od roku prowadzimy śledztwo w sprawie twojego wypadku- moja rozmówczyni ściszyła głos. Mówiła o rzeczach, o których nie wiedziałam.

-Niedawno udało nam się dowiedzieć, kto stoi za jego sprawką. Kryminalista, znany jako Tozoku zaplanował cały przebieg wypadku, w którym od początku miałaś przeżyć jedynie ty.

Nie mogłam się poruszyć. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Przecież zabiłam osobę, która sprawiła mi tyle bólu. Zabiłam... Kogo zabiłam?

-Dziękuję za informację- udało mi się odpowiedzieć, po czym szybko oddaliłam się od kobiety. Wybiegłam poza granicę szkoły i zmierzałam w stronę mojego domu. Za wszelką cenę nie chciałam spotkać Glave'a.

-Hej, Mayu! Nie zaczekasz na mnie?- usłyszałam za sobą i mimowolnie stanęłam. Nie wiedziałam co zrobić, ani co "powiedzieć". Jak zwykle byłam bezsilna. Mogłam zdać się jedynie na siebie, co nie było dobrym wyjściem.

-Ty... Ty mnie zabiłeś?!- opuściłam bezsilnie dłoń, a z moich oczu spłynęły dwie łzy. Glave milczał.

*

  Spojrzałem na nią, w jej oczach czaiły się już kolejne łzy. Gdybym był dobrym Glave, to pewnie bym ją przytulił. Jeśli byłbym jej kochanym Glave, pogładziłbym ją po włosach, mówiąc, że opowiada bzdury. Gdyby to było kłamstwo, wrócilibyśmy razem do domu, a potem, jak zwykle patrzyłbym, jak się śmieje z całego wydarzenia. Gdyby to było rzeczywiste.
-Gratuluję, Mayu. Wreszcie mnie widzisz takim, jakim jestem.
Krzyknęła, pochylając się i zakrywając uszy.
-Jestem twoim mordercą, Mayu.
Kręciła głową, wciąż chciała zaprzeczyć.
-Mayu, nawet nie wiesz, jak twoja krew była piękna – powiedziałem to, sycąc się jej bólem.
W tym momencie skierowała się w moja stronę na chwiejnych nogach.
-Jestem twoim wybawcą...
Uderzyła mnie. Poruszyłem szczęką, czując piekący ból. Rozszedł się po twarzy, a ja znów niewzruszony wypowiedziałem swą kwestię.
-Sądzę, że zbyt długo zwlekałem, za bardzo dorosłaś.
-Nienawidzę cię. - ruchy jej dłoni były mocne, każdy znak przesycony był złością.
-Znienawidź mnie bardziej. - wysyczałem, biorąc w palce jej podbródek.
Splunęła mi w twarz.
- Bardziej.
Odepchnąłem ją tak, że upadła bezwładnie na podłogę.
- Bardziej.
Wyciągnąłem zza płaszcza broń.
- Bardziej.
Strzał.

*

Obudziłam się w zimnym,  cichym pomieszczeniu. Łóżko, na którym spoczywałam, pościel oraz zapach były mi obce. Powoli zaczęłam sobie przypominać, co się stało, co zrobił Glave. Znowu zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, co mam począć, gdzie iść, jak się zachować. W lewym ramieniu cały czas odczuwałam niemiłosierny ból, który zostawiła po sobie kula z Jego pistoletu. Niemrawo otarłam twarz, po czym dotknęłam prawą dłonią miejsca, w którym powinna być rana. Natrafiłam tylko na bandaże.

"Czyli jestem w szpitalu"- pod wpływem impulsu chciałam to powiedzieć, jednak jak zwykle do moich uszu nie doszło nic poza ciszą. Już od roku nie słyszałam mojego głosu. Nawet nie pamiętam jego brzmienia.

Nagle drzwi do pomieszczenia się otworzyły.

"Glave!"- pomyślałam z radością, jednak prawie od razu mój zapał minął. Nie mogłam mu wybaczyć popełnionej przeciw mnie zbrodni, jednak cały czas chciałam go dotknąć, usłyszeć jego głos. Obróciłam głowę w stronę osoby, która właśnie weszła.

-Kim jesteś- "zapytałam".

-Och, widzę, że już się obudziłaś. Znajdujesz się w szpitalu, a ja jestem pielęgniarką, przyniosłam ci gazety, które możesz przejrzeć, a jakby ci się nudziło, to masz tu również kartki i ołówek...- kobieta niespodziewanie zamilkła. Czyżby zorientowała się, że nic nie widzę?

-Proszę zostawić to tutaj- ułożyłam dłonie w znaki, jednocześnie się uśmiechając- Chętnie skorzystam z kartek.

-Przepraszam, nie rozumiem cię. Czy chcesz, żebym zostawiła ci któreś z tych rzeczy? - zapytała. Pokiwałam głową jednocześnie naśladując piszącego człowieka.

-Ach, chcesz kartki, tak?

Przytaknęłam.

Pielęgniarka położyła na moich wyciągniętych nogach stos kartek, a do dłoni włożyła ołówek. Nastała chwila milczenia.

-Znaleziono cię postrzeloną na ulicy. Powiesz, co się wydarzyło?- jej głos był miły, ale smutny. Pokręciłam przecząco głową. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się dowiedział, że moim wybawicielem był tak naprawdę przestępca. Nie, nie był wybawicielem... Był mordercą. Zacisnęłam wargi. Czemu mi aż tak na nim zależało?

-Dobrze, nie będę cię zmuszała- westchnęła- Tu masz przycisk, którym w każdej chwili możesz mnie wezwać- położyła obok mnie jakiś przedmiot, po czym wyszła. Od razu złapałam plik kartek, które były niegdyś moimi najlepszymi przyjaciółmi. Kochałam rysować portrety, było to moją pasją. Już od roku niczego nie narysowałam. Ciekawe, czy jeszcze umiem stworzyć kogoś portret.

Przeciągnęłam ołówkiem po kartce. Wiedziałam, że linie które rysuję, nie są tak idealne jak kiedyś, jednak nie były do niczego. Nie wiedziałam dokładnie kogo rysowałam- moja dłoń ruszała się automatycznie. Nagle usłyszałam cichy szelest materiału. Na chwilę zamarłam, ponieważ ten dźwięk kojarzył mi się z odgłosem wydawanym przez płaszcz Glave'a. Po chwili sama siebie skarciłam w myślach. Za dużo o nim myślałam, a natłok emocji, które odczuwałam, gdy tylko o nim myślałam, był nie do zniesienia.

"Ciekawe, jak wygląda mój rysunek"

*

  Widziałem, jak przez jej ciało przeszedł dreszcz. Przez chwilę z pewnością wiedziała, że tu jestem, nierozsądnie odtrąciła jednak tą myśl. Co miałem jej powiedzieć? Po coś tu w końcu przyszedłem, ale po co? Obserwowałem każdy jej ruch, z taką fascynacją jak przez pierwszy tydzień naszego wspólnego życia. Nigdy nie widziałem w niej kobiety, co też było sporym komfortem przy byciu przy niej jako lokaj. Niemniej, te dreszcze przy każdym spotkaniu jej palców ze skórą mojej twarzy. Czułem się dziwnie stłamszony, gdy tak naiwnie trzymała mój rękaw wieczorami, w chwilach, gdy wiedziała, że zaraz pójdę. Nie potrafię wyznaczyć powodu tych wątpliwości. To, że poświęciłem jej tyle czasu. To prawda, iż zdawałem sobie sprawę z tego, że z każda chwilą czekania, apetyt i smak wzrośnie. A jej krew, jej krew musiała być najpiękniejsza. To, co jej zabrałem, również nie było wybrane w ciemno. W końcu jestem Tozoku, złodziej. Nie bez powodu tak mnie ochrzcili w światku przestępczym. Nie będę  ukrywał, że ból jej zadany poprzez wystrzał, nie sprawił mi przyjemności. Szaleńczej przyjemności. Sunąłem spojrzeniem po jej ręce, aż w końcu natrafiłem na rysunek. Odnalazłem w nim siebie. Nieprawdopodobne. Uśmiechnąłem się.
- Jesteś taka głupiutka, moja Mayu. Moja własności.

*

Poczułam, że mi duszno. Chciałam nabrać powietrza, odetchnąć, jednak coś mi nie pozwalało. Z lękiem spojrzałam się w stronę drzwi, w których stał On.

-Wyjdź!- drżącą ręką ułożyłam znaki, mimo że wiedziałam, że mnie nie posłucha. Podszedł bliżej mojego łóżka i zatrzymał się tuż przy nim.Przestraszona chwyciłam kartki leżące na moich nogach, po czym rzuciłam nimi w niego, jednocześnie zsuwając się z łóżka na podłogę. Byłam bezbronna. Tak łatwo mógł mnie zabić, wystarczyłoby mu mocne ściśnięcie mojej  szyi. To zdumiewające, jak prosto jest zniszczyć człowieka. Do moich uszu dotarł jego śmiech. Czym mogłam dla niego być? Czy traktował mnie tylko jak kolejną, żałosną ofiarę? Nadal chciałabym, żeby to było jednak coś więcej, jednak rzeczywistość obracała w pył moje egoistyczne "marzenia".

-Mayu, twoje życie zależy tylko ode mnie. Wiesz to, prawda?- jego zimny głos po chwili do mnie dotarł. Wiedziałam to. Wiedziałam i chciałam być od niego zależna, przynajmniej po części. Moja druga połowa stanowczo odmawiała posłuszeństwa, bała się. Chciałam skinąć głową, gdy nagle po pokoju rozniosło się pukanie.

-Przyniosłam twoje rzeczy- głos pielęgniarki, która niedawno tu była. Po chwili weszła do pomieszczenia. Jednak Glave'a już tu nie było. Nie zdążyłam nawet zauważyć, kiedy odszedł.

   Nie liczyłam już minut do dzwonka, nie czekałam na koniec lekcji. Jeszcze parę dni myślałam, że może Glave znowu do mnie przyjdzie, że znowu dotknę jego twarzy, jednak to były tylko złudne marzenia. Chciałam, tak bardzo chciałam go nienawidzić, jednak nie mogłam. W głębi duszy, czułam się podle przez to, że go uderzyłam. Mimo, że mnie tak skrzywdził, pragnęłam go przeprosić, zatrzymać przy sobie. Opuściłam głowę, nie próbując już nawet słuchać nauczyciela.

Kiedy zabrzmiał ostatni dzwonek, powoli wstałam. Z mojej pamięci znikł obraz klasy, nie wiedziałam co, gdzie się znajduje. Jak zawsze popychana i wyzywana ruszyłam przed siebie, żeby potknąć się o czyjś plecak.

-Jak leziesz, suko?!- ktoś mocno szarpnął mnie za włosy, po czym spoliczkował. Ach tak, nauczyciel już wyszedł. W milczeniu znosiłam wszystkie tortury, którym byłam poddawana. Odkąd Glave zniknął, te nasiliły się jeszcze bardziej. Cały czas zadawane przeze mnie pytanie, pozostawało bez odpowiedzi. Czemu oni mnie tak nienawidzą?

Do sali weszła sprzątaczka. Poznałam to po jej charakterystycznym kroku i skrzypieniu kółek wózka. Natychmiast wygoniła moich rówieśników z pomieszczenia, po czym mnie podniosła i pomogła mi wydostać się z budynku. Kulejąc ruszyłam przed siebie, w stronę domu. Już po kilkunastu minutach drogi, zdałam sobie sprawę, że zabłądziłam. Z dołu dochodził do mnie cichy szum wody, a podłoże lekko drgało.

"Most?"- zapytałam w myślach. Usiadłam i oparłam się o barierkę chroniącą przed upadkiem do zimnej wody. W milczeniu poddałam się cierpieniu, które od paru dni mnie prześladowało. Byłam winna wszystkiemu, aż od zabicia niewinnego człowieka, po utratę Glave'a. Mogłam mu wybaczyć, żyć tak jak wcześniej. Mogłam zostać jego marionetką, tylko po to, żeby był przy mnie. To, że myślałam, że utrata wzroku, głosu i najbliższych była tak naprawdę moją śmiercią, teraz wydawało mi się zabawne. Próbowałam nienawidzić człowieka, który był moim wybawcą, bez którego moje życie nie ma sensu. Dokładnie jak lalka i osoba, która nią porusza. Bez tej ważnej osoby, marionetka nie ma prawa istnieć, jej byt jest niepotrzebny, wręcz zbędny. Nawet, jeżeli lalkarz wydłubie kukle oczy, ta nadal będzie jego. Jeżeli pozbawi ją rąk, ona nadal pozostanie jego własnością. Jednak kiedy On porzuci swoją lakę, ta staje się niczym- jest, ale jednocześnie jej nie ma. Tak samo można porównać mnie i Glave'a. Jednak ja jestem złą marionetką. Zbuntowałam się przeciwko mojemu wybawcy, a on mnie porzucił. Żyję, lecz jednocześnie jestem martwa. Śmieszne, nieprawdaż?

Odgłos kroków. Cichy, jednak znajomy i pożądany przeze mnie.

"Glave!"- uradowany głos wewnątrz mnie zabrzmiał ze szczęściem. Po chwili jednak zdusił go smutek i ból. Porzucił mnie, chciał mnie zabić, jednak nie potrafiłam go nienawidzić. Pragnęłam jego obecności przy mnie, jednocześnie jej nie chcąc, bojąc się tej osoby, która się mną bawiła. Jestem taka głupia. Zacisnęłam powieki. Glave... Czemu musiałam cię poznać? Czemu nie potrafię cię zapomnieć? Powiedz...

*

-Mayu... - mruknąłem.
Odwróciła niechętnie twarz w moja stronę. W jej postawie, ustach, nawet sposobie założenia ubrań zalągł się strach i bezradność, a także żałość. Gdzieś pewnie i siedział sprzeciw. Usiadłem obok niej, nie mogła mi nic zrobić. Chociaż, wrzucić do wody... Nie wierzyłem w to jednak, zbyt bardzo zawładnąłem jej sercem i myślami.
-To zabawne, jak mi uległaś.
Spuściła głowę i zacisnęła zęby.
-Ale po części i ja tobie. - Zauważyłem, jak jej dłonie kurczowo ściskające materiał spódnicy nagle się rozluźniły.
Chciałem ją zdziwić. I to mówiło o przepaści między nami, jeśli chodzi o władzę i wiedzę.
-Zbyt długo pozwoliłem ci żyć, cieszyć się.
Wyciągnąłem z głębokiej kieszeni kilka plastrów, wciąż je miałem. Wszystko niegdyś dla niej. Tak jej się chociaż wydawało. Bez słów złapałem jej dłoń i ona była poraniona. Zmarszczyła brwi, rany piekły.
-Musisz umrzeć i tak już nie żyjesz. Beze mnie. Dzięki mnie.
Z braku wody utlenionej, czy czegokolwiek do przemycia, dotknąłem jej zakrwawionej skóry ustami. Speszyła się, by po chwili mi ją wyrwać.
-Jesteś okrutny - „powiedziała”.
Opatrzyłem jej rękę.
-Jesteś mordercą.
-Ale wciąż nie potrafisz mnie znienawidzić, co? - Tym razem przyciągnąłem ją do siebie, zaciskając w bolesny sposób palce na jej nadgarstku. - Jesteś żałosna. - wysyczałem.
Otworzyła usta, widocznie powstrzymywała łzy.
- Nie potrafisz żyć, ani umrzeć.

Zdjąłem maskę, może bardziej z przyzwyczajenia. I tak po jej zabiciu, będę musiał uciec z kraju. Więc cóż, jeśli ktoś mnie pozna?
- Jesteś bystrą dziewczynką, mogłabyś zauważyć, że jesteś dla mnie tylko pokarmem.
Przewróciłem ją na podłoże mostu i przywarłem do niej. Nie mogła się ruszyć, jaka szkoda. Kątem oka zauważyłem, iż kilka uczniów idzie teraz ścieżką prowadzącą do nas. Powinny być tu za około cztery minuty.
- Znaj moją litość. Wyczekałem tyle, to dam ci jeszcze jeden dzień życia. Umieraj przez swój własny strach.
Podniosłem się wnet i zwyczajnie ruszyłem. Zostawiając ją w osłupieniu.

Zostawił mnie. Odszedł, zostawiając mi tylko dzień. Chciałam się zaśmiać. Moje usta wygięły się w uśmiech objęty szaleństwem. Jaka jestem głupia. Od razu powinnam wiedzieć, że tak to się skończy. Z wysiłkiem wstałam i złapałam się barierki dzielącej mnie od przepaści. Nie myśląc zbyt wiele, przeszłam nad nią i stanęłam na krawędzi mostu. Po co mam żyć jeszcze jeden dzień w tym piekle? Po co czekać? Nie chcę sprawić tobie radości, pozwalając, żebyś mnie zabił. Jesteś naprawdę lekkomyślny. Zostawiać swoją ofiarę na skraju obłąkania i to jeszcze na moście... Naprawdę śmieszne.

Puściłam się jedną ręką barierki. Już tylko prawa dłoń zaciśnięta na metalowym drążku mogła mnie uratować.

Jestem żałosna. Masz rację. Trwałam w głupim przekonaniu, że nigdy mnie nie zostawisz, że to właśnie ty jesteś tym dobrym. Glave, nazywałam cię moim wybawcą. Chyba nadal mogę używać tego określenia, prawda? Zbawiłeś mnie od życia w ciemności, samotności i smutku. Jednak zostawiasz mnie samotną, pogrążaną w smutku, niewidzącą świata poza tobą. Twoja twarz odmalowała się w moim umyśle już na zawsze. Będę ją pamiętała aż do śmierci, która nie nadejdzie z twoich rąk. Nie pozwolę na to.

Objęłam moje ciało obiema rękami, jednocześnie całkowicie puszczając barierkę. Spadałam. Pierwszy raz od roku czułam się wolna, niesplątana niczyimi sznurkami, kontrolującymi moje ruchy.

To takie dziwne. Teraz, kiedy postanowiłam zakończyć swoje życie własnoręcznie, zapragnęłam umrzeć w twoich ramionach. Śmieszne.

Kolejny raz się uśmiechnęłam, gdy wtem dotarł do mnie czyjś krzyk. Na moją twarz wpłynęło przerażenie. Przecież ja nie chcę umierać.
*
Odwróciłem ostatni raz w jej stronę. Nie zamierzałem jutro wracać. Nie zamierzałem jej zabić. Tymi bolesnymi słowami ukartowałem sobie dumny koniec, pomimo mojego tchórzostwa. Zdradziłem samego siebie. Oczywiście, że nie planowałem przestać być żniwiarzem na tym ziemskim padole. Oczywiście, że nie. Żyjecie już zbyt długo, by uwierzyć w tą bajkę. A ja byłem zbyt bardzo zniszczony. Wtedy, w jednej sekundzie ujrzałem na własne oczy, jak mój mały, tak wąski w horyzonty i uczucia świat wymiera. Popełnia bolesne samobójstwo. Nie zdążyłem zapobiec krzykowi, który niemal rozerwał moją krtań, ale i czaszkę, a nawet stęchłe serce. Pobiegłem w kierunku mostu, nie bacząc na przeszkody, miękkość nóg, na to, że to wszystko jest bezsensu. Wbiegłem do wody, chciałbym teraz zatonąć wraz z ciałem Mayu. Małej Mayu.
-Mayu! - krzyczałem, trzymając ją w rękach i potrząsając dziewczyną za ramiona. - Mayu!
-Umieram. Dla ciebie i nie przez ciebie. - każde słowo układała przez dłuższą chwilę, tak, jakby wszystko zapomniała.
Jakby na ponów była dzieckiem.
-Ja... Nie chciałem cię zabić. - Kilka łez bezwiednie spłynęło po moich policzkach.
-Kłamiesz.
-Nie... Po raz pierwszy, nie.
Jej powieki bez ostrzeżenia zamknęły się, tak jak drzwi do mojego życia.
-Tozoku. Ukradłeś mi nie tylko oczy, głos. - jej ręce uniosły się nagle.
Poczułem niesamowitą ulgę.
-O czym ty mówisz?
Ona jednak już nic nie powiedziała. Dreszcz przeszedł jej ciało, zakaszlała od nadmiaru wody w płucach. Jej maleńka dłoń opadła w ostatnim geście. Jakże symbolicznym. Jakże bolesnym, w okolice serca. Zapłakałem żałośnie. Chyba po raz pierwszy raz w swoim życiu.
  Minęły lata, właśnie kończyłem dwadzieścia siedem lat. A wraz z tym wiekiem, ukończyłem i mój obraz. Malowany dzień w dzień, bez wyjątku, choćbym zostawiał na płótnie tylko najmniejszą kropkę. Delikatne muśnięcia farby układały się w motyle, ułożone w zasadzie z wyrazów, zapisanych maleńkim drukiem. Wszystkie brzmiały tak samo „kocham cię, Mayu”. Tamtego dnia, w rocznicę jej śmierci, postanowiłem to dzieło, pamiątkę spuścić wraz z nurtem rzeki. Trochę żałosne. A ja wciąż cieszę się wolnością, czy to twój spisek, tam na górze, Mayu?

1 komentarz:

  1. Dla zasady muszę skomentować :)
    Kocham Twe opisy. Rmocje i przemyślenia zawartę tutaj, wślizgnęły się do mojej podświadomości i zawładnęły całą wyobraźnią. Widziałam każdą jedną scenę. Było niesamowite i pełne smutku, wołania o pomoc. W jednej dziewczynie siedziały dwa uczucia - nienawiść i miłość, a on... On kochał, ale obsesyjnie - zabójcze połączenie. Przykry koniec.
    Piękna historia.
    Domi.

    OdpowiedzUsuń