czwartek, 17 maja 2012

Złodziej cz.1

Pamiętam jeszcze dzień, kiedy straciłam moje życie. Nie można tego ująć dosłownie, jednak ja czułam, że nic nie będzie już takie samo. Odkąd straciłam głos i wzrok moje życie stało się koszmarem. Poniżanie przez ludzi stało się codziennością, udręką, która pokazuje mi jacy ludzie są bezwartościowi. Każdego dnia przeznaczone jest mi błąkać się po ulicach, szukając sprawcy mojego nieszczęścia. Jedynym co może mi pomóc w zemście są pozostałe mi zmysły dotyku i słuch, oraz On- Glave. Jest on jedyną osobą, która mnie rozumie i chce pomóc. Nie odwraca się ode mnie, tylko cały czas trwa u mojego boku. Poznałam go dopiero krótko po wypadku, przez co nie wiem, jak wygląda. Przez przypadek wszedł do mojego pokoju w szpitalu. Od początku wydawał się inny. Taki opanowany, wręcz zimny, ale jednak miły i opiekuńczy. Od tamtej chwili zaczął często przebywać u mnie w domu, jakby chciał zapewnić mi opiekę. Wszędzie ze mną chodzi, a kiedy czeka na mnie pod szkołą, czuję pewnego rodzaju ulgę. Tak właściwie to on namówił mnie do zemsty i pozostawił w moim sercu chęć odzyskania wzroku, poprzez przeszczepienie oczu i dawnego życia.

   W szkole dzień w dzień przeżywałam to samo. Dziś nie było inaczej. O ile uczniowie powstrzymują się od znęcania się nade mną podczas lekcji, o tyle wzrasta terror podczas przerw. Nie przestałam chodzić do dawnej szkoły- moi rodzice zginęli, a ja nie umiałam sobie sama poradzić, dlatego to nauczyciele dostosowali się do moich potrzeb, co było bardzo miłe z ich strony. Dostawałam od nich notatki, zapisane alfabetem Braille'a, a lekcję prowadzili specjalnie na mnie uważając. Jednak ja nie potrzebowałam specjalnego traktowania. Od razu pojmowałam temat i niepotrzebne były mi notatki. Nawet jeżeli coś sprawiało mi problem, to Glave mi to tłumaczył. W myślach nazywałam go moim wybawicielem. Dziś, jak zawsze niecierpliwie wyczekiwałam końca lekcji. Glave obiecał powiedzieć mi coś ciekawego, więc na ostatniej lekcji siedziałam jak na szpilkach, aby tylko usłyszeć dźwięk dzwonka, oznaczającego koniec zajęć. Kiedy znajomy odgłos rozległ się na korytarzu, a w klasie zapanował chaos, od razu rzuciłam się do wyjścia. Doskonale znałam klasę i budowę szkoły, dzięki czemu bieg pomiędzy ławkami i szybkie dojście do głównych drzwi nie sprawiało mi zbytniego problemu. Wyprzedziłam wszystkie osoby z klasy, nie zważając na popchnięcie i obelgi, i zanim ktokolwiek wyszedł na korytarz, ja byłam już na jego końcu. Prawie wszyscy uczniowie traktowali mnie tu jak śmiecia, dlatego nie chciałam przeciskać się przez złowrogi tłum, który tylko czekał, aby mnie poniżyć. Aż trudno uwierzyć, że przed wypadkiem byłam "popularna".

   Wypadłam szybko przez drzwi frontowe i w napięciu czekałam na towarzyszącego mi chłopaka. Po chwili poczułam, że ktoś łapie mnie w pasie i przykłada twarz do mojej głowy.

"Glave!"- pomyślałam i szybko się odwróciłam. Z uśmiechem na twarzy wyciągnęłam rękę, aby dotknąć jego twarzy. Do moich uszu doszedł charakterystyczny brzdęk metalu, jakby na jego twarzy znajdowała się maska. Już byłam pewna, że to jest Glave, jednak nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby go dotknąć. Lekko przyłożyłam dłoń do jego miękkiej, gładkiej skóry, potem przejechałam nią do nosa i wąskich ust. Ponownie się uśmiechnęłam i skinęłam głową, na znak, że go poznaję. W tym momencie na dziedziniec szkolny wybiegli pozostali uczniowie, tworząc przy tym straszny hałas. Ponowny trzask uświadomił mnie, że chłopak znowu założył maskę.

-Chodźmy w inne miejsce- dosłyszałam jego głos. Jak zwykle opanowany i zimny, jednak wiedziałam, że za tą powłoką jest łagodne i miłe wnętrze. Zwróciłam oczy w stronę, z której usłyszałam jego głos, jednak jak zwykle widziałam tylko nieprzeniknioną ciemność. Ponownie poruszyłam głową, żebyśmy ruszyli. Glave objął mnie za ramię i poprowadził nieznaną mi ścieżką. Był dla mnie taki dobry...

*

   Prowadziłem ją, dostosowując bez słowa tempo marszu do niej.  Wiedziałem, że tego nie potrzebowała. Zawsze zaskakiwała mnie swoją zdolnością do przeżycia w tym gąszczu ludzi. Niewidoma, pozbawiona głosu dziewczyna, która wcale nie zamierzała udawać dziecka zagubionego we mgle. Zapamiętywała, łączyła ze sobą informacje, tworząc swój własny świat. Zastanawiało mnie, jak według niej wygląda. Czy ma w sobie jeszcze część z okresu jej pełnego życia, a może była to już tylko wyśniona wizja niepełnosprawnej. Nie potrzebowała nic powtarzać, wystarczyło, że raz się z czymś spotkała i wnet dodawała to do wyobrażenia. Był jednak pewien odstęp od tej normy, moja twarz, mój wygląd. Udawała, że mnie nie poznaje, zdarzało się jej "mówić", że nie pamięta, nie ma pełnego obrazu. Oczywiście, że kłamała, była to słodka obłuda.
-Jest wiosna, Mayumi. - zacząłem, nie czekając na jakikolwiek znak z jej strony. - Schodzimy właśnie wybrukowaną ścieżką, mijamy paru uczniów, przyciągamy ich spojrzenia. Kojarzysz ten widok, prawda?
Spojrzałem na nią, minimalnie zacisnęła swoje usta, zawsze opisywałem jej świat taki, jaki jest. Układanie wszystkiego w piękne słowa tylko by ją jeszcze pozbawiło samodzielności.
-Czujesz ten zapach, lepiej niż ja. Słodki, subtelny, właśnie drzewa wiśni rozkwitają. Niebo jest lekko zachmurzone, ciemne, pewnie będzie padać. Skręcamy, właśnie będziemy przechodzić przez pasy. Za moment znikniemy wśród zapomnianych uliczek i starych kamienic.
Ścisnęła mocniej moje ramie, przykładając palec do ust. Nie chciała więcej, to ją męczyło, wiedziałem o tym. Nie mówiła jednak o swojej tęsknocie za tym, a wiedziałem, że jest silniejsza od niechęci. Dlatego też dawkowałem informacje, upraszczałem niektóre sprawy. Istotnie, zaprowadziłem ją w zatęchłą stronę miasta, o której już pewnie pamiętałem tylko ja. Pochwyciłem jej miękką, małą dłoń w swoją i zaprowadziłem po schodach do jednego z mieszkań. Nagle Mayumi mnie szturchnęła i ułożyła ręce w znaki.
-Zimno - „powiedziała”.
-Jak zawsze. Takie uroki mojego domu.
Zastygła w połowie układanego słowa, ale w końcu dokończyła:
-Twojego?
-Tak, miałem ci coś ciekawego powiedzieć, ale chciałem, byś też poczuła, zobaczyła.
Uniosła pytająco brew, ale posłusznie za mną szła. Nie chciałem jej tym razem opowiedzieć o otoczeniu. Ciemne, splamione schody, miejscami śliskie, na ich stopniach wiele się wydarzyło, sam wiedziałem o tym najlepiej. Ściany szare, brudne, pełne porastającego je kurzu. Światło migało, a wielkie, niegdyś wspaniałe, witrażowe okna zostały zaklejone i zakneblowane. Zdecydowanie nie uroczo. Nie chciałem, by na podstawie tego wysunęła o mnie wnioski. Choć i ona wiedziała swoje, obrzydliwego zapachu nie w sposób było ukryć, a co dopiero przed nią. Sunęła opuszkami palców po tym, co tylko napotkała. Pewnie martwiła się o mnie. W końcu otworzyłem drzwi, znajdowaliśmy się w przedpokoju.
-Ta niespodzianka, ciekawa rzecz jest żywa.
Uniosła ręce, ale nawet nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć.
- Długo szukałem i chyba wreszcie znalazłem. Osobę, która cie skrzywdziła, Mayumi. Chcesz się nią zaopiekować?

*

Na chwilę zamarłam. Słowa Glave'a obijały się po mojej głowie, żebym ostatecznie zrozumiała o co chodzi. W powietrzu słychać było ciężkie dyszenie. Otępiała skierowałam głowę w stronę z której dochodził spokojny oddech chłopaka.

-Nie cieszysz się?- zapytał, jednak ja od razu zaprzeczyłam.
Z jego pomocą podsunęłam się do osoby, która znajdowała się naprzeciwko. Była zakneblowana i najpewniej do czegoś przywiązana- najpewniej do krzesła. Dokładnie słyszałam liny ocierające się o ubranie oraz ciche postękiwanie. Wysunęłam się na przód i wyciągniętą dłonią dotknęłam twarzy nieznanej mi osoby. Mężczyzna o ostrych rysach i dwudniowym zaroście. Po zmarszczkach można było określić jego wiek na czterdzieści lat. Jego uniesione brwi mówiły o strachu, przerażeniu. Ściągnęłam brwi. To, że osoba odpowiedzialna za moje nieszczęście, cierpienie, którego doświadczyłam się boi, oznaczało tylko, że jest winny. Nagle poczułam niespotykaną dotychczas żądzę zabijania. Ten, który siedział przede mną wywoływał u mnie tylko gniew i nienawiść. Obok mnie pojawiła się dłoń Glave'a. Szybko chwyciłam to, co trzymał i z całą moją siłą wbiłam ten przedmiot w ciało mężczyzny. Nie wiedziałam dokładnie co robię, czy gdzie celuję. Kierowała mną jedynie wściekłość i żądza zemsty. Po raz kolejny się zamachnęłam i przeszyłam moją ofiarę nożem ofiarowanym mi przez chłopaka. Tym razem moje dłonie pokryły się czymś mokrym i lepkim. Nie zważając na dziwny głos, który kazał mi przestać, dźgnęłam ponownie osobę, która winna była moim wszystkim krzywdom. Moja twarz pokryła się tą samą cieczą co ręce, a na podłogę z pluskiem coś upadło. Jeszcze nie dochodziła do mnie myśl, co robię i jakie będą tego skutki, jakie problemy może mieć przez to Glave. Ofiara, która była bezbronna, jedynie jęczała i wiła się z bólu. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Sprawianie bólu temu, który mnie zabił, było świetną zabawą. Oddając się wbijaniu ostrza noża w ciało mężczyzny, zupełnie zapomniałam o tym, że to ja właśnie miałam być tą dobrą.

*

   Obserwowałem każdy jej ruch. Krzyk, który drażnił uszy, docierał do mózgu, wywoływał drżenie. To wszystko bolało, serce każdego człowieka zaczęłoby krwawić, ja jednak tylko tkwiłem w... Półuśmiechu ukrytym pod maską. Szaleństwo, agonia ofiary, irracjonalne szczęście, ulga to wszystko wirowało nad nami. Piękna Mayumi, krucha lalka teraz splamiona krwią, jej gładka, jasna twarz wykrzywiona w złowieszczym uśmiechu. Stałem z tyłu, zachowując dystans. Na podłodze utworzyła się już kałuża lepkiej, czerwonej substancji. Kolejne krople, strużki, miejscami potoki wypływały z ciała mężczyzny. Wpadła w amok, nie dostrzegła nawet, jak kolejne fragmenty wnętrzności opadały na podłoże z obrzydliwym pluskiem. Na krześle spoczywały już resztki człowieka. Z jego oczu sączyły się łzy, zęby już starły się od ciągłego zgrzytania i zaciskania szczęki. Ból, z jakim nie mógł sobie poradzić przerastał i mnie. Dzikość w jej ruchach. Nie była już aniołem, a jeśli nawet, to upadłym. Ślepe wymierzenie i właśnie oderwane oko. On już chce umrzeć, ona na to nie pozwoli. Wiem, że chce mu przekazać tyle cierpienia, ile może. Krzesło upada, niebieskooka stoi przez chwilę nieruchomo. W końcu klęka, pochyla się nad wrakami. Odnajduje krępujący go sznur i przecina go. Łapię za rękę, naciska, przegina w przeciwna stronę. Kości powoli nie wytrzymują, więc ściskając mocno w palcach nadgarstek, przecina skórę. Czasami ostrze kroi powietrze, zdarza się jej trafiać w zupełnie inne miejsce. W końcu jednak dociera do samych kości. Trzask. Zamykam oczy, nie potrafię już patrzeć. Ciało podryguje pod wpływem ostatnich impulsów, on wygasa. Słysząc jednak szelest, spoglądam znów. Dziewczyna łapie za krzesło i na oślep uderza nim w okolice przebywania ofiary. W końcu drewno łamie się, wszystko cichnie. Podchodzę do niej, chcąc zatrzymać ten proceder. Obejmuję ją w pasie, układam głowę na jej ramieniu. Silnie ściskam jej nadgarstek. To wszystko... Przekroczyło każdą zasadę moralną, jaką mogliśmy znać. Chciałbym powiedzieć jej „przepraszam”. Nigdy jednak tego nie powiem. Oboje nasączeni krwią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz