-------------------------
Znacie tę historię. Ona piękna,
leżała na łożu czekając na swojego księcia. Pogrążona w śnie
stuletnim, on zaś śmiałek niezwyciężony. Przebudził królestwo
całe, jednym pocałunkiem swoim. Ta historia, zbyt nieprawdopodobna
jednak, więc usłyszmy, jak dzieje potoczyły się naprawdę.
Odnalazł wreszcie komnatę, a w niej
nagrodę swą. Podszedł zakrwawiony, w końcu chaszcze nieliche
pokonał. Odkrył swe oblicze, postąpił jeszcze kilka kroków
naprzód. Królewna była dziewczyną młodą, piętnastoletnią,
dopiero co rozkwitnąć zdążyła. Gęste pukle blond włosów
układały się niesfornie na materiale, kilka kosmyków łaskotało
jej blade lico. Usta, choć nieco wyschnięte, wciąż czerwone i
pełne. Leżała w swojej nienaruszonej, atłasowej sukni, zupełnie
jakby sen zmorzył ją dziś rano. Przeznaczony jej wybranek serca
nachylił się nad nią. Nie musnął jednak nawet ust księżniczki.
Może bał się jej reakcji, zobaczenia księżnej sprzed czasów
klątwy. Dlatego usiadł tylko na skraju posłania i patrzył na nią.
Tak, jak na te czasy przystało, był od niej starszy. Za parę
tygodni miał ukończyć trzydzieści lat. Był to całkiem dobry
wiek jak na przyszłego męża panienki. W końcu położył się
obok niej i tkwił tam w bezruchu, i bezgłosie aż do zmierzchu.
Podziwiał każdą jej rysę, wydawała się taka idealna. Czas
jednak naglił, więc wziął ją w swe ręce. Odjechali, zostawiając
zamczysko ponure i ciche. Wraz ze służbą zmarznięta, królem i
królową na tronie.
Położył ukochaną na swym miejscu do
spoczynku, zabarykadował drzwi. Cały widok widziała tylko nadworna
służąca. W jej oczach czaiła się jednak dziwna wątpliwość,
podejrzenie. Wziął kruchą dłoń blondyneczki w swoją i
powiedział:
- Jesteś tą, na którą czekałem.
Idealną.
W odpowiedzi tylko jej główka nieco
się zsunęła. I tak im upływały dni, były ciche i spokojne. On
zawsze mówił, ona słuchała. Nie przeszkadzało jej jego miejscami
osobliwe zachowanie, nie miała nic przeciwko temu, by to on mył jej
plecy, lubiła, gdy co dzień rano układał jej włosy, z dbałością
i uczuciem. Wiedział, że ona rozumie. W końcu robił wszystko,
byle tylko była zadowolona. Czasem wydawało mu się, że posyła mu
niewielki, nieśmiały uśmiech wieczorami. Wtedy czuł się tak
szczęśliwy i zawsze w tym momencie przychodziła mu myśl o
nieoficjalnych zaręczynach. Nie potrafił znieść tego, że musieli
się ukrywać. To wszystko było zakazane, nie dopełnił drugiej
obowiązującego go zasady wobec rzuconego uroku. Co to jednak znaczyło,
mogli kłamać. Nie chciał, by rodzina dziewczyny mu ją jeszcze zabrała.
Dziś ostatecznie zdecydował się jednak na ten krok. Rozwarł palcami jej usta, złapał mocniej za policzki. Denerwowała go tą
ciągłą niechęcią do jedzenia, dla niego nie musiała nic w sobie
zmieniać. Była idealna. W końcu połknęła pokarm i spojrzała na
niego swoimi jasnymi oczyma. Takie piękne jak gwiazdy wieczorami na
niebie.
- Wyjdziesz za mnie, moja królewno?
- spytał.
Pokiwała onieśmielona głową, a on
pocałował ją. Nie wierzył, że to zrobił, teraz już wszystko
będzie takie jasne. Wstał wraz z nią, ona zawiesiła na jego
ramionach ręce. Tańczyli wolno, tak, by mogła nadążyć. Czasem
jej noga wykrzywiła się na drewnie. Była małą, uroczą niezdarą.
On także, tak bardzo romantyczny. Cóż to jednak? Nie ma czasu na
takie drobiazgi, spojrzał na nią czule.
- Dziś oddasz mi siebie.
Przeniósł ją przez próg jak pannę
młodą i ułożył delikatnie na świeżej pościeli. Wokół były
rozrzucone kwiatki kwiecia, bardziej uroczo już nie mogło być.
Nagła zmiana atmosfery.
Książę okazał się potworem,
ugodził ją kuchennym nożem. Ona krzyczała, larwy z jej ust
wypełzły. Ona tego nie chciała. Mocniejsze pociągnięcie i brzuch
już otwarty. Śliskie fragmenty skóry upadły na łóżko. Już
widać było jej zgniłe organy, ale ona jeszcze się opierała.
Odpychała go swoimi zaplamionymi, fioletowymi od żył dłońmi.
Krzyczała „nie, nie”, on uważał jednak to za głupstwo,
drobnostkę, przecież teraz będą razem, ku szczęściu ich dwojgu.
Łez zabrakło w jej wyschniętych oczach, patrzyła więc na niego
już tylko zimno. „Nie mój kochany, nie” zdawała mu się
szeptać do ucha. Ale on ciął jej lodowatą skórę dalej, by na
końcu zanurzyć się w krwi. Odór mięsa nic nie znaczył,
akceptował ją w całości. Zajadał się wciąż zachłannie jej
wnętrznościami. Więc byli już całością, jej pochlipywanie
ustało w jego głowie. Byli już jednością, byli bliżej nić
ktokolwiek mógł wymarzyć. Czy mogła istnieć piękniejsza miłość?
-A teraz czas, na noc poślubną – oświadczył , odgarniając włosy z czoła księżnej.
W końcu był taki wrażliwy i
delikatny.
Przypomina mi to odrobinę piosenkę "love forever" albo coś podobnego, nie mniej jednak nie mówię, iż to co napisaś jest takie samo - chyba zawsze znajdzie się coś podobnego. Jeśli jej nie słyszałaś, to posłuchaj :)
OdpowiedzUsuńTo co napisałaś jest, jak dla mnie idealnym zakończeniem bajki o śpiącej królewnie. Dużo flaków i wręcz obrzydliwy koniec - czyli wszystko to, co kocham w bajkach. Przeszczęśliwe zakończenie :P
Oryginalnym nie można być nigdy, no cóż, przeżyjemy :).
OdpowiedzUsuńPrzeszczęśliwe, bardzo się starałam, by tak to wyszło ;P.
Zauważyłam i doceniam :)
OdpowiedzUsuńAle takiego królewicza nie chciałabym mieć, nawet jakby na białym koniu przede mną zajechał.
Nikt by nie chciał mieć, oby żadna z nas po śmierci nie trafiła na takiego... Romantyka.
OdpowiedzUsuńJa zadbam o to, aby mnie spalili, wypadki chodzą po ludzicha i po trupach... Ja wolę takowego nie doświadczyć :P
OdpowiedzUsuńTaki romantyk to skalanie boskie.
Jestem już taka śpiąca, że zrobiłam dwa błędy... Super.
OdpowiedzUsuńKocham te twoje opowiadania na dobranoc. :3!
OdpowiedzUsuńBosko, bosko. ♥
Uhh jestem przerażona.. Przeszłaś samą siebie. Krwawo i obrzydliwie jak nigdy. A z książulka strasznyy romantyk ^^ Tak swoją drogą nie wiem czemu, ale jakim cudem ona mu odpowiadała skoro jej nie pocałował? Przecież powinna wciąż spać. Chyba, że ja coś pominęłam.
OdpowiedzUsuńA właśnie czyżbyś jednak przeczytała "Przebudzenie Śpiącej Królewny" że akurat tę baśn wybrałaś? Mam nadzięję, że następna będzie Mała Syrenka, nie mogę się doczekać twojej wersji tej bajki :)
buziaki
Ona "mówiła" tylko w jego głowie. To były urojenia. Od początku do końca bajki była nieżywa.
OdpowiedzUsuńMała Syrenka to mogłoby być ciekawe doświadczenie, ale ja bardzo bym chciała przeczytać Złotowłosą *___* I o trzech świnkach.
OdpowiedzUsuńKurdę. Chciałabym mieć na półce wydanie Bajek na Dobranoc dla Dorosłych Cioci Calessy .____.
Hmm... twoja wersja śpiącej jest tak zajebista, że aż słów mi brakło^^
OdpowiedzUsuńRomie, przypomniałaś mi o bajkach mojego dzieciństwa <3. Myślę, że to za nie się zabiorę. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńErinBlack, haha, dziękuję ^ ^.
A ja myślałam, że on ją zgwałci~~
OdpowiedzUsuńAle Ciociu zaskoczyłaś mnie. Czekam na Małą Syrenkę ^^
~Kisara
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKisarciu <3.
OdpowiedzUsuńMała Syrenka może być nieco trudna, najprędzej chyba bajki od Romie. Ale i ona na pewno będzie :>. Niczemu nie popuszczę.
Ahh no to teraz rozumiem xd nie wpadlam na to. Głupia jestem -.-' ^^ Skoro mówisz że syrenka może być małym problemem to może roszpunke?
OdpowiedzUsuńNie jesteś, nie jesteś. To ja piszę niezrozumiale <3. Hmm, póki co planuję Złotowłosą. Ale wszystkie baje się tu pojawią.
OdpowiedzUsuńHmm, faktycznie może to budzić pewne skojarzenia z "Love forever", ale to doczytałam do końca - tamtej piosenki nie byłam zaś w stanie dosłuchać. Trafiłam tu zupełnym przypadkiem, ale twój styl mnie kompletnie zauroczył! Tajemniczy i w taki dziwny sposób... lekki. Bo choć piszesz o rzeczach raczej mało przyjemnych, nie używasz pospolitych słów ani najprostszych zdań, tekst czyta się zupełnie bezproblemowo. Wychwyciłam chyba jeden błędzik, tak swoją drogą: "ku szczęściu ich dwojgu" - nie przypadkiem dwojga? ;) Tak czy inaczej, w wolnej chwili zabiorę się za czytanie reszty!
OdpowiedzUsuńMoja Calessa, moja Edziorra, moja ukochana. Jestem tu z Tobą niemalże rok! Znamy się prawie rok i mogę z ręką na sercu powiedzieć, ze Twój styl pisania podskoczył o kilka stopni w górę. Uwielbiam, gdy piszesz, gdy budujesz zdania tak piękne, a opisując tak niepiękne rzeczy. Czułam, że jej nie zgwałci, nawet podejrzewałam, że coś będzie z krwią i flakami - nie pomyliłam się, znam Cię. Naprawdę, Twój lekki styl, nieco czasem ironiczny, pisany z przymrużeniem oka... miód na me oczy. Dojrzałaś, strasznie dojrzałaś podczas tego okresu, co jesteśmy razem. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, boś młodziutka! A tyle przed Tobą! Aż mi się łezka zakręci zaraz przy oczku, bo moja młodsza siostrzyczka dorasta. Mimo że muszę kopiować tekst, bo kolory mnie dobijają (starość, to i literki się plączą), to wiedz, że za chwilek kilka doczytam całość opowiadania. I wiedz, że nie omieszkam skomentować ich wszystkich :).
OdpowiedzUsuńCałuję Cię i kocham mocno.
To jest pierwszy Twój tekst, który przeczytałam i tak szczerze mówiąc, to zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Podczas czytania przeleciało mi przez umysł parę prawdopodobnych zakończeń, ale żadne nie było tak świetne jak Twoje. >D
OdpowiedzUsuńZ wyjątkową ciekawością (i bananem na twarzy) biorę się za czytanie reszty.
A tak betewu. to uważam, że właśnie tak powinna zakończyć się oryginalna wersja tej bajki D:
Myślę, że obrazek w sam raz pasujący do twoich bajek ;d
OdpowiedzUsuńhttp://kwejk.pl/obrazek/1238290/disney-princesses.html
<3
OdpowiedzUsuńHaha, no, romantyzm w pełnym wymiarze! Dorównujesz braciom Grimm, ich bajki pierwotnie właśnie ponoć takie były. Bardzo fajny, mroczny klimat. Chyba przeczytam resztę Twoich opowiadań :D
OdpowiedzUsuńNo i dziękuję za komentarz u mnie :)
[lombard-st]