czwartek, 17 maja 2012

Kopciuszek

Znacie historię o Kopciuszku? Oczywiście, że tak. Opowieść piękna, o dziewczynie pokaranej przez los, która doznała wiele niegodziwości ze strony macochy i przybranych sióstr. Na końcu jednak poślubia księcia i tu baśń się kończy. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, ale zaraz... Skąd my możemy o tym wiedzieć? Czy wersja o tym, że córki drugiej żony nagle przebaczyły Kopciuszkowi, ba pokochały i zostały z nią w przyjacielskich stosunkach nie jest nazbyt ślepa? A czy macosze nagle przestało zależeć na dobrym wydaniu dzieci za mąż? W sprawie pasierbicy nie miała żadnego interesu, a taki obrót spraw, wymaga sprawiedliwości. Niekoniecznie godnej zasad moralnych. Cofnijmy się jednak w czasie, by nie mówić o skutkach, przed samymi działaniami.
  Dawno, dawno temu żyła sobie piękna księżniczka. Posiadała swój dwór, miała kogoś, o kim marzyła latami leżąc na kominie i zagrzebując się w popiele. Och, ileż by mogło mówić to dziewczę o swym księciu. O jego blond kosmykach włosów, postawie, dobroci, żelaznej ręce sprawującej już pierwszą władzę nad swoim królestwem. Była tak bardzo szczęśliwa. W całej swej radości zapomniała o złych występkach rodziny i postanowiła wyciągnąć jako pierwsza dłoń do zgody. Jakie więc było jej zdziwienie, gdy pewnego dnia posłannik dworski przyniósł jej pewną wiadomość. Stanął wyprostowany i dumnym głosem zarecytował słowa macoszy:
- Kopciuszku nasz kochany, czy zechciałabyś wstąpić do nas na skromny poczęstunek? Tak bardzo nam ciebie brakuje, chętnie poznamy również twojego wspaniałego męża. Mama i siostrzyczki.
Blondyneczka zaklaskała radośnie w dłonie, czy naprawdę wszystko może być tak dobrze? Wnet szybko ubrała się w swoją najpiękniejszą suknie, książę w mig pochwycił ten pomysł. Karoca zawiozła ich wprost pod sam dom. Niepewnie przekroczyli próg izby. Powitała ich rodzina Kopciuszka, kłaniając się w pas. Wszystko wyglądało tak samo. Wnętrze pachniało lawendą, widać było bogactwo ojca włożone w najmniejszy skrawek każdego z pomieszczeń. Zasiedli do stołu, czas im upływał na miłej rozmowie. Zapach alkoholu unosił się w powietrzu.
- Ach, jaka szkoda, jaka szkoda, że moje córeczki będą musiały zginąć ubogie w głodzie i chorobie - zajęczała gospodyni, a kilka łez zebrało się w kącikach jej oczu. - Ale przynajmniej ty, Kopciuszku, wiedziesz życie pani dworu.
Wyraźnie wbiła swój wzrok w pasierbicę. Był pełen wyrzutów i rozgoryczenia.
- Ależ matko, ja zrobię wszystko, by zapewnić wam godne życie.
- Wszystko? - zapytała zniżonym głosem kobieta.
Królewna pokiwała głowę. Kąciki ust macochy uniosły się delikatnie, ale przemilczała wszystko i jedynie nalała kolejny kieliszek wina księciu. Dawno zapanowała już noc, na dworze słychać było graną pieśń świerszczy. Nagle przybrane siostry wstały od stołu i wzięły pod ramiona Kopciuszka.
- O co chodzi, siostrzyczki? - zapytała.
- Mamy dla ciebie niespodziankę – odpowiedziały wspólnie, chichocząc uroczo.
Księżniczka uniosła się na nieco miękkich nogach i na odchodne pomachała mężowi. Ten jedynie się uśmiechnął, powracając do nieco zawikłanej już konwersacji z gospodynią. Tymczasem dziewczyny wyszły na dwór. Nieoczekiwanie ich kroki skierowały się w stronę ogromnego pola, na którym sadzone były dynie.
- Po co mnie tu... - Nie zdążyła dokończyć, brunetka uderzyła ją w tył głowy ostrą krawędzią łopaty.
Upadła na kolana, ledwo podtrzymując się na rękach. Poczuła nagłe zimno na skórze włosów, dotknęła miejsca ręką. Krew. Nie czekając ani chwili dłużej, dziewczyna zadała jej kolejny cios, tym razem całkowicie czyniąc bierną z niebieskookiej. Kruczowłosa stała na straży, patrząc poddenerwowana w stronę okna. Kat odchylił głowę ofierze, pociągnąwszy ją gwałtownie za włosy i podciął różaną szyję toporem. Rozlała się bordowa ciecz, a niebo przeszył krzyk. Ostatnie tchnie opuściło ciało królewny.
- Ohyda. - warknęła morderczyni.
Wytarła substancję w suknię i podała łopatę wspólniczce.
- Kop. - nakazała.
Siostra posłusznie też to zrobiła. Niestety dół okazał się zbyt mały, by pomieścić w całości ciało.
Toteż po chwili poćwiartowano zwłoki. Kawałki nóg, osobno odcięte palce, kręgosłup, to wszystko wylądowało w smolistej dziurze.
- A co z tym zrobimy? - zapytała brunetka, wskazując na głowę.
- Schowajmy to już w tej wydrążonej dyni - zaproponowała druga.
Nie namyślając się długo, to też poczyniły. Po wykonanej pracy wróciły tylnymi drzwiami do domu. Tak mijały dni, tygodnie i miesiące. Paskudna tajemnica nie została nigdy wydana, a książę, z braku innych wyjść nieświadomie poślubił zabójcę byłej żony. I na tym mogłaby się skończyć baśń, gdyby nie nasza kochana wróżka. Pewnego dnia, o zmierzchu pojawiła się na polu i zatańczyła kręgi nad miejscem pochowanej. Jej czarna suknia unosiła się lekko, a czarodziejska różdżka wskazała przeklętą dynię. Wypowiedziała słowa zaklęcia.
  Kochana tancereczko.
  Twa krew płynie z owocu tego.
Słyszę twe wołania,
Czas przywołać cię zza grobu.
Byś pomścić się mogła, moja
mała, kochana, tancereczko.

Wtedy też pojawiła się światłość, a z warzywa zaczęło się coś wynurzać, jakieś członki, kawałki stapiać w całość.
Niestety, ma kruszynko.
Twe ciałko już nie ludzkie.
Ojciec czasu je zabrał,
Więc będziesz mą kruchą laleczką
Ze słomy utkanej,
twe usteczka będą spowite nicią,
zaś jako oczka guziki ci będą służyć.

I wtedy wszystko stało się jasne, w półmroku można było dostrzec kreaturę. Kobiece kształty, piękna, choć już poobrywana sukienka. Było to już coś tylko na wzór stracha na wróble, klejące soki dyni lepiły się do niej. Usta pozaszywane, pod nagłym impulsem rozwarły się diabolicznie i było już pewne jedno. Nie tylko ona w tej brudnej ziemi dziś spocznie.
I to już koniec mojej bajki
Życzę ci miłych snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz